tłumaczenie: Marek Kaczmarz
Jak wspomina Pan swój pierwszy kontakt z Aikido?
W szkole średniej niższej zacząłem ćwiczyć judo. Wśród moich starszych kolegów było kilku, którzy ćwiczyli aikido i bardzo mnie zainteresowała ta sztuka walki. Tak się złożyło, że szkole wyższej, do której zacząłem j uczęszczać później był klub aikido. Rozmawiając z kolegami nabrałem chęci, żeby spróbować czegoś nowego. Wiedziałem, że aikido jest inne niż judo, którym do tej pory się zajmowałem ale podobały mi się rzuty i wiele innych rzeczy, które tam zauważyłem. Poszedłem więc do klubu i zacząłem ćwiczyć. To było w 1970 roku. W pierwszej chwili uderzyła mnie odmienność aikido od wszystkiego czym do tej pory się zajmowałem ale ciągle fascynowały mnie mocne rzuty. Bardzo mi się to spodobało.
Czy fascynacja tą sztuką była wynikiem jej efektywności w samoobronie czy też zainteresowała Pana jej inna strona?
Na początku pociągało mnie piękno ruchu, współpraca i harmonia z partnerem. Ciekawiła mnie efektywność ruchu i to, że bez użycia siły osoba mniejsza może kontrolować dużo większą od siebie. Później zaczęły mnie interesować inne elementy jak np.: kokyu – sposób w jaki poprzez oddech można kontrolować energię wewnętrzną. Ponieważ równocześnie zajmowałem się też karate bardzo byłem też ciekaw np.: jak można zastosować aikido przeciwko kopnięciom.
Która z postaci tamtego okresu Aikido utkwiła Panu w pamięci i dlaczego?
Trudno jest mi na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ nie potrafię wybrać jednej osoby. Uczyłem się u wielu wybitnych mistrzów. Moim pierwszym nauczycielem, któremu bardzo wiele zawdzięczam był Sensei Sasaki. Poźniej trafiłem do Hombu Dojo i tam zobaczyłem, że sposób ćwiczenia mistrzów związanych z Hombu jest bardzo specyficzny, że ich postawa ciała i ruchy są bardzo konkretne i taka sama jest ich technika. Często jeździłem jako asystent nieżyjącego już Doshu Kisshomaru Ueshiba, Osawa Sensei, Watanabe Sensei, Sasaki Sensei czy Arikawa Sensei. Każdy z nich na swój sposób bardzo wiele mnie nauczył. Wszyscy to wybitni „fachowcy” i od niektórych z nich uczę się do dzisiaj.
U kogo z obecnie uczących Aikido rozpocząłby Pan naukę, gdyby był Pan osobą początkującą?
Rozpocząłbym naukę u takiej osoby, która przekonałaby mnie, że to co robi, jak naucza, ma głęboki sens. Ale nie u takiej, która nadużywałaby siły w technice. Musiałby to być ktoś, kto jest osobowością, z kim przebywanie sprawia, ze człowiek chciałby upodobnić się do niego. Ktoś, kogo szanuje się jako człowieka i za to, kim jest i co sobą reprezentuje. W Japonii jest takie powiedzenie, że lepiej przez 3 lata szukać dobrego Sensei niż ćwiczyć u złego, nawet bardzo ciężko.To u kogo się ćwiczy jest naprawdę bardzo ważne.
Jakie obowiązki niesie za sobą posiadanie stopnia Shihan-a?
Przede wszystkim codzienny trening. Pracuję z dziećmi, prowadzę dla nich zajęcia, opracowuję dla nich materiały, listy egzaminacyjne, spisy technik. Mam treningi w 12 różnych miejscach. Oprócz tego prowadzę seminaria zagraniczne, jeżdżę też do różnych regionów Japonii gdzie prowadzę treningi. Do moich obowiązków należy także prowadzenie pokazów i branie w nich udziału.
Jak się dochodzi do tak wysokiego stopnia?
Nie robiłem nic specjalnego, ćwiczyłem tak samo jak Wy. Starałem się, żeby codzienny trening nie był bezmyślnym powtarzaniem formy ale uważną pracą nad każdą z nich. Studiowałem nie tylko ruch ale również sposób myślenia, jaki ze sobą niesie, nauki oraz myśli O’Sensei i innych mistrzów. Starałem się sprawdzać w życiu to czego się nauczyłem i bynajmniej nie mówię tu o sprawdzaniu się w walce ale o innych aspektach życia. Nie uważam się za osobę wybitną, każdy może się tego wszystkiego nauczyć. Trzeba tylko bardzo uważnie pracować i studiować.
Co jest najtrudniejsze do przekazania w tej sztuce?
Nie mogę powiedzieć, że są jakieś konkretne, bardzo trudne rzeczy. Każdy, z kim pracuję, jest inny, trzeba do niego podejść inaczej, co innego sprawia mu kłopot. Inaczej pracuje się z dziećmi, inaczej z młodzieżą, kobietami, osobami starszymi. Mówiłem o tym w czasie stażu, że trzeba odpowiednio dostosowywać się do partnera i tego jest chyba dość trudno kogoś nauczyć. Najczęściej występuje tendencja do napinania się i wykonywania technik w sposób siłowy. Dlatego wiele technik tłumaczę przy użyciu miecza. To daje obraz prawidłowej postawy, poruszania się, dostosowywania się do partnera. Jeżeli wykonuję mocne rzuty, nie oczekuję, że wszyscy będą w ten sam sposób rzucali. Chcę wytłumaczyć, że każdy powinien ćwiczyć we właściwy dla siebie sposób i sam dokładnie rozumieć technikę. Trudno jest przekazać głęboki sens jaki leży w danej technice, nie sam ruch, tylko to, w jaki właściwie sposób należy ją wykonywać. Najwięcej kłopotów sprawia zawsze nauczenie kogoś rozluźniania się w czasie ćwiczenia, odrzucenia siły fizycznej i skupienia się na partnerze, tak żeby rzeczywiście wykorzystać jego ruch, a nie bezmyślnie dążyć do wykonania rzutu. To dotyczy wszystkich, nie tylko początkujących. Ja sam czasami miewam z tym problemy.
Jest Pan nauczycielem, który jako jeden z pierwszych zaczął odwiedzać nasz kraj. Jak Pan ocenia polskie Aikido?
Po raz pierwszy przyjechałem do Polski w 1991 roku, a więc 10 lat temu. Ostatnio byłem tu 3 lata temu. Na podstawie tego, co widziałem będąc tu po raz pierwszy i tego co widzę dzisiaj, mogę powiedzieć, ze polskie aikido rozwija się bardzo dynamicznie. Poziom osób ze stopniami mistrzowskimi jest coraz wyższy. Obserwując egzaminy czułem się niejako uspokojony, że praca idzie w dobrym kierunku bo widziałem dynamiczne, konkretne techniki. Były oczywiście rzeczy, na które należałoby szczególnie zwrócić uwagę w przyszłości ale zawsze tak jest.
Ważne jest, żeby nie zaprzepaścić tego, co już zostało osiągnięte zarówno na polu technicznym jak i organizacyjnym. Aby instruktorzy nie kłócili się między sobą, nie wywyższali jeden nad drugiego, razem sprawnie pracowali, tworzyli organizacyjną jedność i unikali podziałów, które do niczego dobrego nie prowadzą..
Czy coś trzeba zmienić, poprawić?
Nie mogę się szczegółowo wypowiedzieć na ten temat, ponieważ jestem w Polsce zbyt rzadko, żeby mówić o konkretach. Przede wszystkim należy dążyć do treningu pozbawionego rozwiązań siłowych. Nie tylko ja uczę w Polsce, przyjeżdża tu wielu znakomitych mistrzów. Ważne jest, żeby starać się od każdego jak najwięcej nauczyć, być otwartym, mieć nastawienie ucznia i czerpać dla siebie jak najwięcej.
Ci z Was, którzy już sami są instruktorami, powinni zwrócić uwagę na to, żeby trening był jak najbardziej praktyczny, a nie tylko teoretyczny. Trzeba ćwiczyć ze wszystkimi, każdy uczeń powinien doświadczyć na sobie działania techniki przez Was wykonanej i w ten sposób się do niej przekonywać. Trzeba pokazywać jak technika działa, a nie opowiadać o tym, co powinno się zrobić, żeby zadziałała.
Jak Pan postrzega dalszy rozwój Aikido w świecie?
Spodziewam się, że tak jak do tej pory, będzie się dynamicznie rozwijało na całym świecie. Ostatnio zaobserwowałem nawet zaczątki ruchu aikido w Korei Północnej, co bardzo mnie cieszy.
Są ludzie, którzy robią rzeczy mało związane z aikido, a tylko tak je nazywają. Trzeba mieć to na uwadze i być bardzo ostrożnym. Oni tylko wypaczają idee O’Sensei. Morihei Ueshiba zawsze mówił, że aikido ma ludzi łączyć, a nie dzielić, ma być jednym wspólnym domem dla wszystkich, którzy się nim zajmują. Ludzie ćwiczący aikido na całym świecie powinni się jednoczyć. Wy, tutaj w Polsce, również macie różne możliwości nawiązywania kontaktów i uczenia się. Kraje są różne, dzielą je granice ale aikido powinno nas łączyć. Trzeba mieć nadzieję, ze rozwój będzie szedł właśnie w tym kierunku.
Najbliższe plany związane z propagowaniem Aikido?
Jestem jednym z instruktorów – pracowników Hombu Dojo i postępuję zgodnie z polityką jaką Hombu wytycza. W tej chwili ważne jest podtrzymywanie współpracy z zagranicą i pomoc w propagowaniu aikido na świecie. Ideą nowego Doshu jest sprostanie zapotrzebowaniom aikidoków z różnych krajów dlatego też, w miarę możliwości, różni nauczyciele z Hombu będą jeździć po świecie i uczyć aikido. Ja do nich należę i chociaż nie wiem niczego w całą pewnością, to mam nadzieję, że będę jeszcze wielokrotnie mógł odwiedzić Polskę i razem z Wami ćwiczyć.
Dziękuję za rozmowę.
