Aikido po prostu stało się częścią mnie
rozmawia Remigiusz Zarzycki
- Jak długo uprawia Pan aikido?
- 32 lata.
- Dlaczego wybrał Pan tę sztukę walki?
- 32 lata temu oglądałem pokaz różnych sztuk walki. Wśród nich przedstawiono również aikido. Bardzo mi się ono spodobało, wręcz zafascynowało mnie. I rozpocząłem treningi.
- Czym dla Pana jest aikido: stylem życia, sposobem na życie, sposobem zarabiania pieniędzy? A może filozofią istnienia?
- Nigdy nie zadawałem sobie takiego pytania. Po prostu żyję aikido. Tu nie chodzi o to, czy mam z tego jakieś profity. Aikido po prostu stało się częścią mnie.
- Czy potrafiłby Pan określić swój najistotniejszy, może przełomowy moment, czy okres w poznawaniu, zgłębianiu aikido?
- Tym najważniejszym okresem był moment startu. Od początku wspierał mnie w podjętej decyzji mój sensei i przyjaciele, z którymi zaczynałem. To był bardzo ważny moment i uczucia z nim związane zachowałem do dzisiaj.
- Czy uczenie się, poznawanie aikido można podzielić na etapy wtajemniczenia, a jeśli tak, to jak by je Pan określił?
- W aikido jest podobnie jak we wszystkich sztukach walki. Naukę można podzielić na trzy etapy: początkujący, średnio zaawansowany i zawansowany. Różnią się one głównie sposobem prowadzenia treningów.
- Uczestnicząc w seminarium i mając przyjemność ćwiczyć przez chwilę bezpośrednio z Panem zauważyłem niezwykłą precyzję i szybkość Pańskich reakcji. Czy to umiejętność wrodzona, określona talentem, czy też wypracowana treningiem?
- Osiągnąłem to przez trening i tylko trening. W żadnym razie nie jest to efekt talentu, czy wrodzonych umiejętności.
- Oglądając Pana, oglądając liczne filmy z udziałem mistrzów wschodnich sztuk walk czasami odnoszę wrażenie, że ten bardzo wysoki poziom techniczny oraz niezwykła szybkość i precyzja są nieosiągalne, lub trudno osiągalne dla adeptów z innych niż Azja kontynentów. Co Pan o tym sądzi? Czy mieszkańcy Pańskiego kręgu cywilizacyjnego mają jakieś szczególne predyspozycje, a może to efekt tradycji lub sposobu wychowania?
- Nie tylko Azjaci mają takie możliwości. Każdy może – oczywiście poświęcając się odpowiedniemu treningowi – osiągnąć poziom mistrzów wschodnich.
- Jak Pan sytuuje aikido wobec innych sztuk walki? Czy jest ono bardziej efektywne, skuteczne niż na przykład judo, karate, kung-fu lub taekwondo?
- Właściwie nie znam innych sztuk walki. Podoba mi się aikido i jemu poświęcam cały swój czas. Trudno mi więc dokonywać jakichś porównań i nigdy tego nie robiłem.
- Ma Pan licznych uczniów, odwiedza Pan szkoły na całym świecie. Co powoduje, że ludzie wybierają wśród wielu wschodnich sztuk walki aikido.
- Uważam, że ludzie wybierają aikido przede wszystkim dlatego, iż nie jest to sport. Dzięki temu każdy, ćwicząc z innymi ludźmi w dowolnym, sobie odpowiadającym, indywidualnym rytmie może podnosić swój poziom. Poza tym uwagę w wielkim stopniu przyciąga ruch, a dokładniej piękno ruchu w aikido.
- Spotkałem się z różnymi stylami aikido m.in. ki-aikido. Wszystkie wywodzą z jednej szkoły. Czy Pana zdaniem takie dzielenie aikido jest uprawnione i pożyteczne?
- Nie umiem powiedzieć, czy to dobrze, czy źle i nie chcę tego oceniać. Mogę powiedzieć, że główną przyczyną takiej sytuacji jest indywidualizm mistrzów. Niektórzy z nich chcą zachować i przekazać swoje doświadczenia, swój sposób rozumienia aikido. Część z nich w tym celu tworzy nawet nowe organizację, czy stowarzyszenia. Tego z resztą nie da się już zatrzymać.
- Co Pan sądzi o Stevenie Segalu, jego filmach i – tym samym – jego sposobie propagowania aikido?
- Oglądałem jeden z pokazów Stevena Segala, ale nie widziałem żadnego z jego filmów. Nie mogą więc ich oceniać. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że jego filmy były dobrą reklamą dla aikido i dzięki nim właśnie wielu ludzi zaczęło je uprawiać. To jest bez wątpienia pozytywny aspekt. Inną natomiast sprawą jest, że Steven Segal z tego żyje. To był i jest główny powód jego filmowych występów.
- Co Pan myśli o Stevenie Segalu jako mistrzu aikido. Czy traktuje Pan go jako jednego z mistrzów?
- Nie mogę tego komentować.
- Czy zajmuje się Pan czymś jeszcze oprócz aikido? Mam na myśli życie zawodowe i najistotniejsze zainteresowania.
- Zajmuję się tylko aikido.
- Czym dla Pana są wyjazdy seminaryjne: poznawaniem świata, sposobem utrzymania, potrzebą podzielenia się wiedzą i umiejętnościami, misją niesienia w świat aikido, czy może czymś jeszcze?
- Właściwie każdą z opcji, które Pan wymienił. A ponadto, gdy się ćwiczy aikido z ludźmi z innych krajów i kultur można poznać ich mentalność i sposób myślenia. I dzięki temu można się wiele od nich nauczyć.
- Czy pierwszy raz jest Pan w Polsce?
- Nie, to już moja trzecia wizyta
- I jak Pan ocenia poziom polskich adeptów aikido?
- Poziom polskiego aikido, polskich adeptów aikido jest bardzo wysoki. W trakcie treningów wyraźnie widać, że wszyscy bardzo się starają i pragną możliwie najwięcej się nauczyć. Mają bardzo dobre podejście do aikido. I to zarówno instruktorzy, jak i początkujący adepci.
- Jakich rad udzieliłby Pan tym, którzy zaczynają dopiero swą przygodę z aikido, a jakich tym, którzy czują, sądzą, iż już trafili na drogę mistrzów?
- Początkującym mogę poradzić, by nie spieszyli się za bardzo. By zmierzali do poziomu zaawansowanego spokojnie i studiowali aikido krok po kroku. Niech cieszą się swoim rozwojem w tej sztuce. Zaawansowani powinni powtarzać, doskonalić swoje techniki do perfekcji. Do takiego momentu, by byli w pełni zadowoleni z ich wykonania, z szybkości, ruchu, słowem z dobrego poziomu.
